HODOWLA KOTÓW
RASOWYCH MAINE COON






           

CZY TO SZOP, CZY NIE SZOP?

BIAŁE, CZARNE, RUDE I RUCHLIWE

Z RODOWODEM CZY BEZ?

ODBIÓR KOCIĄT

KOTEK W NOWYM DOMU

PROBLEMY Z UBIKACJĄ

JAK WYGLĄDA MAINE COON?

NATURA MAINE COONA

Jakim byłbyś kotem?
Czy Twój kot ma nad Tobą władzę?

SIMON's CAT

MIOT A

 
 

Byłam psiarą. Aż spotkałam KOTA, który postanowił mnie pocieszyć.

W domu zawsze były psy - radosne, otwarte, chętne do nauki i zawsze gotowe zareagować na przywołanie. Koty były tylko na dworze i tylko obce. O kotach opowiadano rzekomo rodzinną i rzekomo prawdziwą historię o tym jak to pewna babcia-ciocia została w nocy zaatakowana przez swoje koty, które postanowiły „zapolować” na jej grdykę. D zieci wierzą w różne rzeczy i choć, gdy dorosną, nie dają wiary tak fantastycznym opowieściom to jednak gdzieś pozostaje niechęć czy też nieufność, w moim przypadku, do kotów.

Minęło wiele lat. Dorosłam. W moim "dorosłym" domu pojawił się buldog angielski – Łata. Jedyna, najukochańsza, spędzała ze mną cały czas – jeździła do pracy, na zakupy, do stajni. Niestety, zbyt przerasowiona, odeszła w wieku 3 lat i zostawiła po sobie tak wielką rozpacz, że powiedziałam – już dość – już nigdy nie chcę doświadczyć takiej straty. D ługo po jej odejściu wydawało mi się, że gdzieś słyszę jak chrapie lub kątem oka widzę jak siedzi pod stołem w kuchni…

Minęło trochę czasu, aż któregoś dnia zostałam poproszona o kilkudniową opiekę nad KOTEM.

Przyjechał. Duży, czarny i tyle zobaczyłam, bo za chwilę wlazł pod kanapę.

Początkowo próbowałam go przywoływać, głaskać, częstować smakołykami, ale ignorował mnie tak konsekwentnie, że po prostu dałam spokój. Tak KOT spędził ze mną dwa dni.

A trzeciego dnia na głowę spadł mi cały świat. Leżałam na łóżku i tępo wpatrywałam się w sufit nie wiedząc, co właściwie robić i jak sobie dalej radzić. Wtedy przyszedł KOT. Jak gdyby nigdy nic wskoczył na łóżko, przytulił się do mnie i zaczął mruczeć. Miarowo, intensywnie. Zaczarował mnie.

Efektem wizyty KOTA było pojawienie się w naszym domu Tequili – biało-czarnej dachowej koteczki, do której po jakimś czasie dołączył Blues - syjam starego typu. Blues jest właśnie taki jak jego imię – nie da się opisać jak absolutnie wyluzowany może być kot. A gdy spojrzeć w jego zezowate niebieskie oczy – nie można się nie zakochać i to na jego koncie jest kilku nowych miłośników kotów.

Kolejnym kotem był Maine Coon - Cruella, którą przechrzciliśmy na Maximę. Max jest uosobieniem delikatności i elegancji, urzeka nas swoimi złotawymi oczami i sierścią w kolorze jesiennym liści, do tego jest psia. Aportuje, macha ogonem na przywitanie i przybiega na zawołanie, szczególnie chętnie słucha syna, który jest jej wielką miłością.

W stosunku do osób spoza rodziny Max jest nieufna – stanowi całkowite przeciwieństwo Blues’a, który przychodzi obejrzeć sobie gości natychmiast po ich przyjściu.

Gdy to piszę, są ze mną w pokoju - Blues śpi na desce do prasowania a Max na kanapie. Wiem, że kiedy wstanę, być może nawet nie otworzą oczu, a za kilka minut po prostu znajdą się tam gdzie pójdę.

Takie są moje koty.


 
   
 





9210